Sklep górski e-pamir - internetowy sklep turystyczny
Facebook Opineo

Sandały od Lizarda - subiektywny test

2018-07-31
Sandały od Lizarda - subiektywny test
Bez względu na to, czy właśnie rzuciliście wszystko i pojechaliście w Bieszczady, czy może wybraliście się na trekking w Andy, warto pamiętać o kilku rzeczach. Ja zawsze pilnuję, żeby sprzęt był jak najlepiej dopasowany do warunków, w jakich się znajdę, a przy tym pozostawał łatwy do pakowania i konserwacji w terenie. Dlatego o ile właściwy plecak, kurtka czy buty trekkingowe to oczywisty zakup, z którym musicie się liczyć przygotowując pierwszą wyprawę, o tyle mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że dobre sandały mogą się przydać nawet w Andach.

Długo zastanawiałem się nad wyborem odpowiednich sandałów. Wbrew pozorom, nie jest to taka prosta sprawa. Zależało mi na lekkich, łatwych do spakowania butach, które przydadzą się nie tylko latem - chociażby jako alternatywa dla klapek pod prysznic, niezbędnych w przypadku wątpliwych południowoamerykańskich standardów higieny czy lekkich „kapci” do chodzenia po bazie lub schronisku, kiedy w końcu uda mi się zdjąć ciężkie wspinaczkowe skorupy.



Ponieważ podczas pakowania, a także później, na szlaku każdy kilogram ma znaczenie, zdecydowałem się na model Roll Up od Lizarda. Wcześniej chodziłem w sandałach Raft, jednym z wodoodpornych modeli od włoskiego producenta i byłem z nich całkiem zadowolony, ale jednak zajmowały trochę za dużo miejsca w plecaku.

Roll Up to właściwie podeszwa i sznurek ze ściągaczem. Bardziej przypominają japonki niż klasyczne sandały, ale dzięki niewielkiemu rozmiarowi byłem je w stanie zwinąć w rulon i schować do kieszeni - zajmują tyle miejsca, co puszka napoju, a ważą jakieś 100g. To faktycznie duże ułatwienie przy upychaniu rzeczy w plecaku, bez względu na to, czy próbujesz się spakować na górską wyprawę, czy chcesz się zmieścić w limicie bagażu podręcznego tanich linii lotniczych. Potwierdza się teza, że rozmiar jednak ma znaczenie.



Podobnie jak model Raft, Roll Up to sandały produkowane z myślą o dłuższym moczeniu - w sam raz na wilgotny, latynoamerykański klimat. Dlatego nie wykorzystano w nich tak lubianej przez projektantów Lizarda skóry - zastąpiono ją specjalnym, szybkoschnącym syntetykiem. Faktycznie, po wyjściu spod prysznica (a klapki czy sandały pod prysznic warto mieć zawsze - nawet jak masz dermatologa w rodzinie) i odczekaniu kilkunastu minut można je spokojnie włożyć na skarpetę i nie zostawiać za sobą mokrych śladów. Swoją drogą, brak skórzanej wyściółki może też być dużym pozytywem dla wegańskich miłośników turystyki.



No dobrze, ale czy podeszwa ze sznurkiem sprawdza się przy dłuższym chodzeniu, dajmy na to, po mieście lub leśnej ścieżce? Zdecydowanie tak. Ze względu na swoją konstrukcję, sandały wymuszają możliwie naturalną (czytaj: zdrową) pozycję stopy i stawu skokowego, dzięki czemu noga odpoczywa - a na to liczę, zdejmując buty po całym dniu wspinaczki. Czułem się, jakbym chodził boso, ale jednak podeszwa mojej stopy cały czas była osłonięta. Dzięki temu nie straszny mi był przypadkowy patyk, kamyczki leżące gdzieś na ziemi czy inne tego typu przyjemności, na które narażona byłaby bosa stopa.



Podsumowując, jeśli nie chcecie nosić ciężkich klapek pod prysznic osobno oraz sandałów osobno, Roll Up to zadowalający kompromis. Lekkie, pakowne i o prostej konstrukcji, w której właściwie nie ma co się zepsuć, z pewnością przydadzą się na każdym wyjeździe. Mnie, w każdym razie, się przydały. Jeśli do tego dorzucić trzyletnią gwarancję od Lizarda i dobrą cenę, wybór staje się prosty.


Kamil Exner

Zdjęcia pochodzą ze strony FB Lizard Footwear https://www.facebook.com/lizardfootwear/
Pokaż więcej wpisów z Lipiec 2018
Podziel się swoim komentarzem z innymi
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel